Recenzja do: Bezkres Magii (2017)
Ocena recenzenta:

Książki Recenzje

Brandon Sanderson to robot. A przynajmniej tak mówią fani tego 42-latka. Wszystko dlatego, że od swojego debiutu w 2005 roku napisał prawie 30 książek i mnóstwo opowiadań. Nic więc dziwnego, że jest podejrzewany o „robotyczne skłonności”.

Na mojej personalnej liście ulubionych autorów Brandon Sanderson zajmuje wysokie, drugie miejsce. Uwielbiam jego cykl o „Ostatnim Imperium”, zaczytałem się w „Archiwum Burzowego Światła”, świetne były także „Elantris” i „Rozjemca”. Dlatego, gdy 11 stycznia swoją premierę miał tom jego opowiadań, czym prędzej pognałem do sklepu i kupiłem „Bezkres magii”. Rzadko daję tak wielki kredyt zaufania nowym książkom, jednak wiedziałem, że Sanderson mnie nie zawiedzie. I nie pomyliłem się.

W tym miejscu musimy się na chwilę zatrzymać i wyjaśnić pewną specyficzną cechę tego pisarza. Brandon, mimo że jest pisarzem nurtu fantastyki, stworzył własny kosmos, z układami planetarnymi, z własnymi zasadami fizycznymi, z oddziaływującymi na układy potężnymi siłami. Budował swoje uniwersum praktycznie przy pomocy każdej książki, jaką napisał, i planuje je rozbudowywać przez następne 30 lat. Bohaterowie niektórych jego dzieł potrafią przenikać do innych światów, zwiedzać je, dokumentować. I to jest spoiwo tego tomu – każde opowiadanie dzieje się w innym układzie gwiezdnym, a wszystko jest przedstawione z punktu widzenia pewnej „kronikarki” (z braku lepszego słowa, tak ją nazwijmy).

„Bezkres” składa się z dziewięciu opowiadań i liczy blisko 650 stron. Opowiadania zostały podzielone według układów gwiezdnych, w których mają miejsce. W tomie znajdziemy np. publikowane już wcześniej „Dusza cesarza” i „Cienie dla ciszy w Lasach Piekła”, fragment powieści graficznej „Biały Piasek” czy kontynuację wątków Archiwum w „Tancerce Krawędzi”. Każde opowiadanie poprzedzone jest mapą układu gwiezdnego, wprowadzającego kontekstu kronikarki oraz postscriptum autora, w którym wyjaśnia on okoliczności powstania pozycji.

Ale czy warto przeczytać „Bezkres magii”? Jeżeli jesteście fanami twórczości Sandersona i mieliście już styczność z większością jego dzieł, jest to pozycja OBOWIĄZKOWA. Opowiadania są świetnie napisane, trzymają w napięciu do ostatniej strony. Nie wspominając już o tym, że pokazują niektóre wydarzenia w zupełnie innym świetle i z innej perspektywy, wyjaśniając niektóre zagmatwane wątki swoich głównych „kuzynów”. Wyjątkiem może być tu jedynie „Allomanta Jak i Czeluście Eltanii”, które wydają się lekko głupkowate i melodramatyczne, dopóki nie doczytamy w postscriptum, że taki właśnie był zamysł autora.

A co z osobami, które dopiero chciałyby zacząć swoją przygodę z autorem? Polecam wstrzymać się z przeczytaniem opowiadań i zacząć od innych cykli. Obyście jednak zalecam, by jak najszybciej wrócili do „Bezkresu”, bo naprawdę warto.

Plusy:

– wiele nowych historii rzucających światło na niewyjaśnione wątki z oryginałów

– kolejne smaczki i szczegóły pozwalające lepiej poznać Cosmere

– wartka akcja i trzymające w napięciu fragmenty

Minusy:

– tylko dla zaznajomionych z twórczością Sandersona

Paweł Pustuła

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.