Recenzja do: Pod mroczną górą (2014)
Ocena recenzenta:

Filmy Recenzje

Istnieją produkcje, które mają za zadanie oddawać hołd konkretnym dziełom lub twórcom. Mogą to robić w sposób mniej lub bardziej bezpośredni. Nick Szostakiwsky ewidentnie nawiązuje do twórczości Kinga, Carpentera i H.P. Lovecrafta. Jednak czy przez nawiązania oddaje hołd tym autorom, czy raczej bezcześci ich dorobek? A może po prostu się inspiruje, tworząc swój własny miszmasz?

Grupa archeologów stacjonuje od kilku lat na odludziu w Północnej Kanadzie. Już pod koniec wyprawy odkrywają zakopany w śniegu głaz z wyrytymi na nim pradawnymi napisami i symbolami. Niedługo po wykopaniu znaleziska w ich obozowisku zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Archeolodzy nieświadomie uwolnili starożytnego wirusa. Osamotnienie, paranoja i strach zostały spotęgowane wizjami tajemniczej postaci. Badacze wykazują coraz bardziej agresywne zachowania, kalecząc siebie i innych.

Od początku moje skojarzenia krążyły wokół dwóch adaptacji filmowych dzieł Stephena Kinga, „Łowcy snów” oraz „Coś”. Oba dzieła, podobnie jak „Pod mroczną górą”, mają akcję osadzoną w zimowym, niedostępnym krajobrazie. Jednak kanadyjskiemu thrillerowi zdecydowanie bliżej do dzieła Carpentera. Pomieszanie starożytnej energii i budowlii, tajemniczego wirusa, kosmitów, nieznanej postaci, słyszenie głosów to nie wszystko. Nie trudno dopatrzeć się także inspiracji prozą H.P. Lovecrafta, szczególnie słysząc kwestie mówiącej w głowach bohaterów postaci.

Nie sposób pozbyć się przez cały seans wrażenia zamknięcia. Pomimo że akcja rozgrywa się wśród pięknych krajobrazów, górskiej przestrzeni – razem z bohaterami czujemy się jak klaustrofobicy. Większość scen rozgrywa się w drewnianych chatach, a nie na łonie natury. Właśnie w tych scenach kręconych we wnętrzach bardzo dobrze można zaobserwować kunszt operatora.

Z ekranu wręcz bije zimno, szczególnie, gdy oglądamy sceny rozgrywające się w nocy. Za to za dnia – śnieg pokrywa wszystko, co możliwe, a bohaterowie brodzą w nim czasem nawet po kolana. Przepiękne zdjęcia krajobrazów wiele dodają filmowi, który, jednak, nie jest pozbawiony wad.

Niestety, kanadyjski thriller potwornie mnie znudził. W pewnym momencie przestałam oczekiwać jakiegoś konkretnego rozwiązania. Nawet jakiekolwiek wnioski wysnuwane przez bohaterów zdawały się być wciąż i wciąż powtarzane. Gdyby nie interesujące inspiracje oraz wielkie obietnice na samym początku produkcji, prawdopodobnie bym nie ukończyła seansu. „Pod mroczną górą” to ciekawa kombinacja nawiązań, jednak twórcy nie do końca udało się zapanować nad realizacją filmu.

Plusy:
– ciekawe inspiracje oraz nawiązania;
– dobre zdjęcia.

Minusy:
– niekiedy nudny w warstwie scenariuszowej;
– nie dorównuje dziełom, którymi się inspiruje.

 

Ewa Nowicka

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.