Recenzja do: Chemik (2016)
Ocena recenzenta:

Książki Recenzje

Stephenie Meyer w świecie literatury zasłynęła głównie jako autorka sagi „Zmierzch”, książką o miłości wampira i człowieka, które, aż do premiery cyklu o Greyu, były uważane za synonim książkowego kiczu. Autorka postanowiła zerwać więc z paranormalną konwencją swoich książek i sprawdzić się w innych gatunkach literackich. Jakiś czas temu dostaliśmy książkę science fiction „Intruz”, a w kwietniu na polskim rynku pojawił się thriller szpiegowski „Chemik”. Jednak thrillera w nim jak na lekarstwo.

Sam opis książki brzmi dość intrygująco (ale bądźmy szczerzy, jaki nie brzmi?) i w sumie zachęca nas, żebyśmy sięgnęli po „Chemika”, zupełnie ignorując skojarzenia, jakie nasuwa nam nazwisko autora. Oto dostajemy historię Alex, trucicielki, która pracowała dla tajemniczej rządowej agencji, jednak jej pracodawcy zdradzili ją i postanowili zabić. Udało jej się uciec i przez trzy lata żyła w pewnej paranoi, aż pewnego dnia agencja postanawia znów poprosić ją o pomoc. Alex ma porwać i przesłuchać pewnego nauczyciela, podejrzewanego o chęć wypuszczenia w Stanach Zjednoczonych śmiercionośnego wirusa. Oczywiście, bardzo szybko okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak na pierwszy rzut oka się wydaje…

Moim zdaniem, największym problemem, jaki ma ta książka, jest to, iż nie wiadomo do końca, do jakiej grupy wiekowej i jaki gatunek literacki książka ma reprezentować. Teoretycznie jest to kryminał dla dorosłego czytelnika, ale cała intryga, bohaterowie czy świat przedstawiony przypominają mi romans dla nastolatków.

Mam także duże zastrzeżenia do wątku miłosnego (który oczywiście, że tu się pojawia; powiem nawet więcej, bardzo szybko okazuje się być główną osią fabularną książki), budowanym na strasznie naiwnym fragmencie, który mógłby zadziałać jedynie w wyobrażonym świecie autorki. Oto mamy nauczyciela, który po serii tortur, jakim poddaje go główna bohaterka, nagle stwierdza, że w sumie to jest w niej zakochany. A mówiąc o torturach, nie mam tu na myśli jakichś wymyślnych igraszek miłosnych – Alex musiała unieruchomić język swojej ofiary, by ten nie odgryzł go sobie z bólu. Więc sprawa dość poważna, jeśli chodzi o zadawanie cierpienia – a mimo to Daniel (bo tak nazywa się owy nauczyciel) wybacza swojej prześladowczyni w ciągu chwili i dalej myśli już tylko o tym, jak ułożyć sobie z nią życie. Myślałem może, że autorka chce zagrać tą akcją jako jakąś dziwną odmianę syndromu sztokholmskiego, co by troszkę nam pogłębiło cechy i relacje między bohaterami, ale nie – miłość Daniela wybucha jasnym płomieniem o mocy tysiąca Słońc, mimo że kobietę, w której się zakochał, zna od kilku godzin, z czego połowę spędził, wijąc się w konwulsjach.

Kolejnym dużym minusem jest tempo, z którym autorka ma ogromny problem. Raz akcja potrafi pędzić przez jakieś 50 stron (i wtedy rzeczywiście fajne się to czyta jako kryminał), by potem zwolnić i zamienić się w kolumbijską telenowelę. Widoczne jest to zwłaszcza w końcówce, kiedy w pewnym momencie autorka chyba przypomniała sobie, że ma niedokończony wątek szpiegowski do zamknięcia i na odczepnego przedstawia nam, kto naprawdę był tym wielkim złym, co pociąga za sznurki. Bardzo rozczarowujące.

Na szczęście można też wymienić kilka plusów. „Chemik” jest zdecydowanie lepszy od sagi „Zmierzch”, mimo kilku widocznych wspólnych cech. Autorka napracowała się z szukaniem materiałów do książki: rozmawiała z autorytetami w dziedzinie chemii, biologii, medycyny, techniki wojskowej, balistyki, przetrwania i to rzeczywiście widać – wszelkie chemiczne niuanse są ciekawie wplecione w fabułę i można dowiedzieć się paru interesujących faktów z powyższych dziedzin. Książkę czyta się szybko, dość przyjemnie – idealna na deszczową, zimną niedzielę. Czytelniczki z pewnością docenią opisy płomiennego romansu głównych bohaterów, natomiast płci męskiej szczególnie się spodobają wszelkie fragmenty o szpiegowaniu, zmianach wizerunku, sposobach na uniknięcie wykrycia.

Koniec końców ma trochę problemów z ostateczną oceną. Z jednej strony jest kilka rażących minusów, z drugiej nie mogę z czystym sercem napisać, że źle się bawiłem przy tej książce. Widać, że autorka powoli robi postępy i każde jej dzieło w jakimś stopniu jest coraz lepsze. Kto wie, może za parę lat dostaniemy prawdziwy majstersztyk sygnowany nazwiskiem Stephenie Meyer? A na razie, „Chemik” to dla mnie mocne 6/10.

Plusy:
– czyta się łatwo, szybko i dość przyjemnie;
– cieszy duży wysiłek który autorka włożyła w szukanie informacji;
– dobry romans…

Minusy:
– … ale zły kryminał;
– BARDZO nierównomierne tempo akcji;
– rozczarowujący finał intrygi;
– płaskie i jednowymiarowe postacie.

Za egzemplarz recenzencki książki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki:

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Książki

Zmierzch

Siedemnastoletnia Izabella Swan przeprowadza się ze słonecznej Florydy, do ponurego i deszczowego Forks w stanie Waszyngton. Poznaje tam niezwykle przystojnego Edwarda Cullena, który jest nadludzko silny i szybki. Po poznaniu jego rodzinnego, mroczne...

Recenzje

„Zmierzch” – Stephenie Meyer (Recenzja)

Właśnie ta powieść sprawiła, że zaczęłam czytać książki. To właśnie w tej historii zakochałam się, mając 12 lat, i nadal jest, i będzie moją miłością. Z wielką chęcią do niej wracam. Ta nagonka na nią trochę mnie przeraża. Jest to książka w szczególn...