Recenzja do: The OA (2016)
Ocena recenzenta:

Seriale Recenzje

„The OA” to stosunkowo świeża produkcja. Serial zadebiutował na platformie Netflix w połowie grudnia 2016 roku. Za scenariusz i reżyserię odpowiadają Zal Batmanglij oraz Brite Marling, która ponadto wciela się w tytułową rolę. Serial przed premierą promowany był jedynie niespełna dwuminutowym zwiastunem. Mimo to zyskał popularność wśród widzów i podzielił ich zarówno na zachwyconych produkcją Netflixa, jak i zawiedzionych – szczególnie zakończeniem.

Zakończenie omawianego serialu wprawiło mnie w takie osłupienie, że postanowiłem poczynić coś na kształt recenzji. Uczucie to było na tyle intensywne, że nie wiedziałem od czego zacząć. Postanowiłem zatem zacząć od początku…

…od powodów, dla których zdecydowałem się oglądać ten serial. Fabuła serialu stworzonego przez Zala Batmanglija i Brite Marling jest na tyle wielowątkowa i w swoisty sposób zawiła, że chcąc nakreślić jej ogólny zarys, czy chociażby gatunkowo ją scharakteryzować, trzeba się trochę wysilić. A i tak wszystko na marne, bo koniec końców każdy, kto zmierzy się z „The OA”, zapewne stwierdzi: spodziewałem się czegoś innego. Ze mną było podobnie. Szukając informacji na temat tej netfilxowej produkcji, spotkałem się z lakonicznymI informacjami o cudownie odnalezionej dziewczynie, o dziwnej misji, którą ma do wykonania i o tym, że całość oscyluje wokół gatunku science fiction. Typowe wiem, że nic nie wiem. I ta aura tajemniczości skłoniła mnie do zapoznania się z tym, a nie innym serialem (oraz fakt, że ma tylko jeden sezon i jeśli okaże się słaby to dotrwam do zakończenia, a nie porzucę kolejnej produkcji po 3 odcinkach – jak to mam w zwyczaju).

Starając się jednak streścić fabułę serialu, należy wspomnieć o Prairie (Brit Marling), która w tajemniczych okoliczność wraca do domu po 7 latach nieobecności. Co ciekawe, gdy ostatnio była widziana przez swoich rodziców (Alice Krige, Scott Wilson), Praire była niewidoma. Ponadto, cudownie ozdrowiała bohaterka, prosi aby nazywać ją „OA”, choć sama nie chce zdradzić dlaczego, do tego też ukrywa, co działo się z nią od czasu jej zaginięcia. Wspomniana i opisana powyżej aura tajemniczości towarzyszyła mi przez cały czas poznawania historii Prairie, aż do ostatniego odcinka. I towarzyszyć będzie mi jeszcze przez długi czas. Do momentu, aż o nim zapomnę. Zakończenie serialu jest bowiem piętą achillesową tej produkcji, która przypomina biegacza, uczestnika półmaratonu, który tuż przed metą, biegnąc w ścisłej czołówce, przewraca się prosto na twarz i czołgając, dociera na metę.

„The OA” klimatu odmówić nie można. Buduje go w głównej mierze świetnie poprowadzona narracja. Odwoływanie się do wspomnień głównej bohaterki poprzez nurtującą, tajemniczą opowieść, którą raczy słuchaczy w postaci pozostałych bohaterów serialu – to jest coś, dzięki czemu widz chłonie tę historię z równie zapartym tchem, co Steve, Betty i reszta ekipy. Szkopuł w tym, że im bardziej się w nią zagłębiamy, tym bardziej staje się ona absurdalna.

(UWAGA SPOILER). Z jednej strony wątek ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną czy śmierć w ogóle i powrócili do świata żywych w postaci aniołów, ma ogromny potencjał. Jednak swoją drogą spożywanie żywych organizmów będąc po drugiej stronie i tajemnicze ruchy, na kształt tańca współczesnego, ożywiające ludzi, totalnie do mnie nie przemawiają. Ponadto nie mam zielonego pojęcia, co twórcy mieli na myśli, kończąc serial w ten, a nie inny sposób. Być może jestem totalnym ignorantem, ale strzelanina w szkole, w moim mniemaniu, ma się do całej historii jej poprzedzającej, jak piernik do wiatraka. I ten bohaterski taniec. Patrząc na finałową scenę, miałem minę zapewne taką jak młodociany terrorysta patrzący ta piątkę ludzi, którzy w obliczu śmierci wstają i zaczynają tańczyć. Do mnie to nie przemówiło. (KONIEC SPOILERA).

Przez zakończenie rozmywa się też istota serialu: swoista pochwała wiary w drugiego człowieka, a także przyjaźń między ludźmi, których na pierwszy rzut oka więcej dzieli, aniżeli łączy.

„The OA” wymaga od widza, aby wykazał się sporą dozą świadomej naiwności. O ile wymóg ten jest akceptowany przez większą część serialu, o tyle jego finał przekracza pewną granicę. Granicę absurdu. Dlatego też dla mnie serial ten – bardzo dobry momentami, dobry chwilami – jako całość niestety wypada słabo.

 

Plusy:
– klimat;
– tajemnicza, zagadkowa fabuła;
– barwni bohaterowie.

Minusy:
– zakończenie (!)
 

Dawid Sępiński

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.