Recenzja do: W pętli (2016)
Ocena recenzenta:

Filmy Recenzje

Wyobraźcie sobie, że na Waszych oczach ginie ukochana osoba. Jeszcze do Was nie dociera, co się stało, jakim cudem do tego doszło. Oszołomieni wracacie do mieszkania, gdzie wszystko wydaje się takie normalne... Czas jakby się zatrzymał, dzień wydaje się nie mieć końca. Cały ten koszmar rozgrywa się na nowo. Dosłownie. On/ona nadal tu jest. I z czasem zaczynacie rozumieć, że teraz tylko od Was zależy, czy bieg wydarzeń się powtórzy. Brzmi niesamowicie? No niestety – nie do końca.

Największym problemem tego filmu jest fakt, że wieje od niego nudą. Nie tego się spodziewałam po czymś na pograniczu thrillera i sensacji. Fabuła zapowiadała przysłowiowe pościgi i wybuchy, tymczasem okazało się, że to bardziej niewypały. Były chwile, kiedy musiałam podtrzymywać sobie głowę, żeby nie zasnąć. Gdzie jakieś napięcie, gdzie akcja, gdzie niepokój o dalszy los postaci? Ano właśnie.

Główny bohater zostaje uwięziony „W pętli” czasu. Nie jest to motyw nazbyt oryginalny, o tzw. dniu świstaka słyszeli chyba wszyscy. Ádám szybko się orientuje, że przeżywa od nowa ten sam dzień, który zawsze kończy się tak samo – jego dziewczyna ginie pod kołami samochodu, a on jest ścigany przez gangstera, który pragnie tylko jednego: zabić. Pętla czasu automatycznie wiąże się z powtarzaniem scen, tak żeby widz również mógł się zorientować, co się dzieje; oczywiście poszczególne sytuacje są pokazywane z coraz szerszej perspektywy, by wreszcie dotrzeć do pełnego obrazu. Był to zabieg całkiem zgrabny, zresztą montażyści odwalili tutaj kawał dobrej roboty. Ujęcia, szczególnie te filmowane z góry, były naprawdę przyjemne dla oka, produkcja płynnie przechodzi od fabuły poszatkowanej, fragmentarycznej, do poukładanej, spójnej całości.

Zalety techniczne nie zamaskowały jednak faktu, że produkcja nie wytworzyła odpowiedniego klimatu. Nie porwały mnie zmagania Ádáma, usiłującego odwrócić bieg wydarzeń. Nie miałam żadnej przyjemności z odkrywania kolejnych elementów układanki. Nie mam pojęcia, co się tutaj stało – dlaczego film nie budzi żywszych uczuć, dlaczego nie czułam się przywiązana do bohaterów i dlaczego rozwiązanie wątków nie sprawiło mi satysfakcji. Wszystko było miałkie i płytkie. Były sceny bardzo dynamiczne, były pościgi, trochę strzelania, trochę mordobicia. A jednak miałam wrażenie, jakbym oglądała średnio interesujący program o zwierzętach. Dodatkowo nikt z twórców nie kwapił się, żeby jakoś wytłumaczyć zjawisko pętli czasu, ba, żadna z postaci ani razu nie nazywa tego po imieniu. Czy do pozornie realistycznej fabuły wkradło się coś nadnaturalnego? Nie wiadomo. Nie wiadomo, czemu akurat Ádám dostał szansę (i to wielokrotną), żeby uratować swoją ukochaną.

Pod względem aktorskim było nieźle. Odtwórca głównej roli, Dénes Száraz, całkiem dobrze przedstawił dość znaczącą zmianę w charakterze bohatera. Przeobrażał się na potrzeby danej sceny, właściwie zrósł się ze swoją postacią. Filmowa Anna, czyli Dorina Martinovics, też nie budziła moich zastrzeżeń. Podobnie odebrałam naczelnego antagonistę, którego zagrał Zsolt Anger. Był klasycznym typkiem spod ciemnej gwiazdy, co nie wyróżniało się na tle wielu podobnych ról, ale jakoś było mu z tym do twarzy. Żadne z nich, włączając w to bohaterów drugoplanowych, nie zrobiło na mnie zbyt dużego wrażenia. Zagrali poprawnie, po prostu.

To nie jest zły film. Jak już wspomniałam, ujęcia są bardzo przemyślane i zgrabnie się przenikają, nikt nie wydziwiał z kamerą, dlatego mimo wszystko da się oglądać. Muzyka była w porządku, choć równie dobrze mogło jej nie być. Żadna scena nie raziła swoją absurdalnością czy przesadnym dramatyzmem, wszystko było raczej wyważone. I może właśnie w tym tkwi problem? Może twórcy za bardzo się hamowali, żeby nie przesadzić, żeby treść nie była zbyt obfita, a przez to nadmiernie ujaskrawiona? Niczego oryginalnego w tym filmie nie zobaczyłam, natomiast kino nastawione na akcję powinno wydobywać u mnie, jako u widza, zdecydowanie więcej emocji. Powinnam z niecierpliwością czekać na rozwój wydarzeń, powinnam bać się o życie bohaterów i zastanawiać się, czy Ádámowi uda się cokolwiek zmienić, nawet jeśli fabuła byłaby na tyle przewidywalna, że finał zdawałby się oczywisty. Zamiast tego te półtorej godziny potwornie mi się dłużyło.

Jedyna rzecz, która podobała mi się w stu procentach, to zakończenie. Dość niespodziewane, otwarte, pozostawiające pole do zastanowienia się. Niestety to za mało, żeby uratować całą produkcję.

 

Plusy:
– świetny montaż;
– ładne ujęcia;
– zaskakujące zakończenie.

Minusy:
– brak jakiegokolwiek napięcia;
– fabuła kompletnie nie wciąga;
– NUDA!

 

Julia Deja

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Filmy

W pętli

W wyniku wypadku samochodowego ginie spodziewająca się dziecka dziewczyna Adama. Wkrótce mężczyzna otrzymuje od losu szereg szans na naprawienie przeszłych błędów, które niefortunnie przyczyniły się do tragedii. Aby utrzymać ukochaną kobietę przy życ...

Aktualności

„W pętli” od dziś na VOD!

Kino Świat poszerza ofertę VOD o film twórców hitu „Kontrolerzy” z 2003 roku. „W pętli” to chwytający za gardło thriller science fiction, w którym nie zabraknie także elementów akcji. Produkcja wyreżyserowana przez Istiego Madarásza opowiada o Adamie...